|
(LEGNICA) Zakupy w renomowanym sklepie wcale nie muszą oznaczać dobrej obsługi – przekonują legniczanie, którzy wracając do sprzedawcy z wadliwym towarem spotkali się z odmową. Dotychczas niewielu z nich decydowało się kierować sprawę do sądu, ale to się zaczyna zmieniać.
– Coraz częściej konsumenci wkraczają na drogę sądową w swoich sporach – mówi Agnieszka Romanowska, miejski rzecznik praw konsumentów w Legnicy. – Tylko w tym roku, a mamy przecież dopiero luty, już trzy osoby zdecydowały się skierować do sądu sprawę dotyczącą reklamacji obuwia. To znak, że konsumenci czują potrzebę podniesienia swojej rangi w procesie kupna-sprzedaży.
Nie tylko buty W grudniu ub.r., tuż przed świętami Bożego Narodzenia, Alicja Kośmider wybrała się na zakupy. Szukała sukienki, którą ubierze na uroczystą kolację. Wybór padł na sklep Magnetic w Galerii Piastów. Wymarzony ciuch kosztował prawie 200 zł.
– Zanim wyszłam ze sklepu z sukienką, zauważyłam dwa oczka w okolicy ramion, więc sprzedawczyni zaproponowała mi rabat w wys. 15 zł. Zgodziłam się – wspomina legniczanka. – Dopiero w domu, gdy przymierzałam ją przy córce, zauważyłyśmy kolejne oczka z tyłu. Sklep był już zamknięty, więc z reklamacją wróciłam dopiero następnego dnia.
Od ekspedientki pani Alicja dowiedziała się, że zwrot pieniędzy nie wchodzi w grę. Sprzedawczyni zasugerowała też, że kobieta mogła celowo uszkodzić sukienkę w domu. Siedem dni później butik negatywnie rozpatrzył reklamację, informując, że w ramach troski o klienta sukienka została bezpłatnie zacerowana. W uzasadnieniu zaznaczono też, że klientka miała czas, aby dokładnie obejrzeć towar przed zakupem, była świadoma jego wad, ale je zaakceptowała, za co otrzymała rabat.
– W sklepie, wspólnie ze sprzedawczynią, początkowo nie mogłyśmy na sukience znaleźć tych pozostałych oczek, one uwidaczniały się dopiero po założeniu – tłumaczy pani Alicja. – Zacerowanej sukienki nie mam zamiaru odbierać, bo nie za taką zapłaciłam. Kto by się na to zgodził? Poza tym kupiłam sukienkę na święta, a w sklepie naprawiono ją, kiedy już było po wszystkim. Ostatecznie zostałam bez niczego – bez sukienki i bez pieniędzy i nikomu nie polecę robienia zakupów w tym sklepie.
Nieudany prezent Właścicielka butiku przekonuje, że wina leży wyłącznie po stronie klientki.
– Ta pani zauważyła wady na miejscu, za co dostała rabat. Była świadoma tego, co kupuje i miała wystarczająco dużo czasu, aby podjąć decyzję – uważa Anna Kosakowska. – W przypadku reklamacji nie posiłkujemy się opinią rzeczoznawcy, ale wysyłamy towar do producenta i to on ją rozpatruje. Sytuacje, w których klient wraca do nas z reklamacją to zaledwie 0,5 do 1 proc. całkowitej sprzedaży.
Jednak do miejskiego rzecznika konsumentów zgłaszają się także inni klienci sklepu Magnetic. Magdalena Grońska kupiła tam sandały, które zdążyła założyć zaledwie kilkanaście razy, zanim podeszwa... pękła na pół. Buty nie były przesadnie drogie, kosztowały ok. 60 zł, ale dziewczynie zależało na załatwieniu sprawy. Wydane w Magneticu pieniądze dostała w prezencie od swojego chłopaka.
– To był prezent, który sama miałam sobie wybrać – opowiada. – Sandały kupiłam w czerwcu, miałam je na nogach maksymalnie 15 razy, a w sierpniu podeszwa jednego buta pękła na pół. W drugim też już zaczynała pękać.
Cały artykuł w najnowszym (15 bm.) numerze Tygodnika Konkrety.pl.
Fot. Karol Węglewski
|