|
(REGION) Leszek S. miał życiorys niebieskiego ptaka - był głównie na utrzymaniu matki staruszki. Do tego jeszcze policja założyła mu niebieską kartę, bo znęcał się nad swoją żywicielką.
Ponadpięćdziesięcioletni mężczyzna był kawalerem, nie miał nikogo na utrzymaniu, martwił się tylko o pieniądze dla siebie, a właściwie zmartwienie to przerzucał na matkę.
Haracz od matki Leszek S. czasem imał się prac dorywczych, ale na niewiele to starczało. Nierzadko chciał wypić coś mocniejszego, a przy tym zapalić. Do sfinansowania nałogów nic tak dobrze się nie nadawało jak emerytura matki. Wymuszał więc na niej niejako haracz, ażeby wymusić, zastraszał staruszkę.
Wyzywał ją od najgorszych, groził, że pobije, i nie był gołosłowny, a nawet zabije. W końcu matki zawsze były od tego, by spełniać życzenia synków, choćby 50-letnich, wszak synem jest się do końca życia. Kiedy Leszek S. się już napił, też było niedobrze. Wszczynał awantury, nie pozwalał staruszce na spokojny sen, trzaskał drzwiami. Nigdy nie wiadomo było, która noc pójdzie na stracenie. Staruszka sprawę zgłaszała na policję, a ta założyła mi niebieską kartę.
Mówił, że się zaopiekuje... Awantura wywołana 30 października minionego roku była szczególna. Kobieta na początku miesiąca zaniemogła i niemal cały czas leżała w łóżku. Syn zobowiązał się nią opiekować. A nic tak nie ośmiela brutali jak bezbronność ofiary. Napastnik nie ryzykuje niczym i może się przy tym wyżywać, ile potrzebuje dla ukojenia swojej agresji.
Cały artykuł w najnowszym (15 bm.) numerze Tygodnika Konkrety.pl.
Fot. Karol Węglewski
|