|
Wpisany przez Dariusz Szymacha
|
|
środa, 15 lutego 2012 11:10 |
|
(LUBIN) Lubin jest postrzegany jako miasto blokowisk. Nie bez racji – budowli ocalałych z pożogi wojennej i późniejszego szału rozbiórkowego przetrwało w mieście niewiele. Jakoś tak się składa, że władze miasta wolały burzyć, niż zagospodarować to, co istniało.
To jak dzisiaj wygląda centrum miasta zawdzięczamy anonimowym decydentom, którzy w latach 50. i 60. ubiegłego wieku postanowili stworzyć „Młody Lubin”. Wyburzono wiele budynków tylko po to, by unowocześnić miasto. Zadziwiające jak argumenty za wyburzeniem dworca przedstawiane dzisiaj, przypominają to, co mówiono dawniej.
W imię nowoczesności Co Lubin stracił w imię nowoczesności? Przede wszystkim Rynek. Ocalał na nim tylko Ratusz i Baszta Głogowska – tego nie odważono się zburzyć. Ratusz otoczony był przepięknymi kamieniczkami. Część z nich została zniszczona w czasie wojny, ale znaczna część ocalała. Decyzja o ich wyburzeniu i postawieniu w tym miejscu bloków z wielkiej płyty jest dzisiaj niepojęta. Lubinianie chcą, by w ich mieście powstała starówka. Wschodnią część Rynku, której po wyburzeniu starych kamienic nie zdołano zagospodarować, zabudowano nowymi kamieniczkami wzorowanymi na dawnej zabudowie. Jednak wyburzenie bloków będzie raczej niemożliwe z uwagi na ogromne koszty przesiedlenia mieszkańców.
Do tego jeszcze nawet zewnętrzni inwestorzy nie potrafią sobie poradzić z zagospodarowaniem „dziury w Rynku” – od prawie siedmiu lat pusty plac straszy mieszkańców i przyjezdnych.
Cały artykuł w najnowszym numerze (15 bm.) Tygodnika Konkrety.pl.
Fot. www.lueben-damals.de
|