|
(LUBIN) – To żenujące, że starosta wypowiada umowę o pracę i nie potrafi jednoznacznie podać przyczyn tego wypowiedzenia, mówiąc, że nie pamięta, nie wie, nie zna szczegółów – tak oceniła sędzia Agata Mularska-Karamon postawę szefa lubińskiego powiatu.
W Lubinie zakończyła się rozprawa o przywrócenie do pracy zwolnionej w kwietniu ub. r. dyrektorki Domu Dziecka w Ścinawie. Po przesłuchaniu świadków sąd zadecydował, że wypowiedzenie umowy odbyło się z naruszeniem prawa i było nieuzasadnione. Nakazał przywrócić zwolnioną dyrektorkę do pracy na dotychczasowych warunkach. Wyrok nie jest prawomocny.
Weekendowe wypowiedzenie Był piątek, 8 kwietnia 2011 roku. Minęła godzina 14.10, kiedy w gabinecie dyrektorki Joanny Bałasz zadzwonił telefon. Dzwoniono z sekretariatu starostwa w Lubinie z informacją, że sekretarz Tymoteusz Myrda zaprasza ją do starostwa na pilne spotkanie. Proszono o przybycie za... 20 minut. Joanna Bałasz wsiadła do samochodu i pognała do Lubina. Tam okazało się, że trwa właśnie posiedzenie zarządu powiatu. Poproszono ją i starosta wręczył... wypowiedzenie umowy o pracę.
– Byłam zaskoczona powodami, które tam podano i próbowałam rozmawiać o tym, ale nie było woli ze strony zarządu – mówi dyrektor Bałasz. – Wobec tego zapytałam, czy w poniedziałek mam się stawić do pracy i otrzymawszy potwierdzenie, wyszłam nie usłyszawszy żadnych wyjaśnień.
Nieprawdziwe zarzuty Niewłaściwe organizowanie wychowankom wypoczynku, nierzetelne prowadzenie dokumentacji oraz brak współpracy ze związkami zawodowymi przy konsultacji regulaminów pracy – te trzy powody miały być podstawą utraty pracy. – Żaden z zarzutów nie jest prawdziwy – mówiła wkrótce po zwolnieniu Joanna Bałasz. – Nie mam sobie nic do zarzucenia w tej kwestii i zamierzam dochodzić swoich praw w sądzie. Kiedy w poniedziałek 11 kwietnia usiłowała normalnie pracować, cofnięto jej pełnomocnictwa i polecono wykorzystać zaległy urlop. Została zwolniona z obowiązku świadczenia pracy. Nie zdążyła nawet pożegnać się z dziećmi. Napisała pismo z prośbą, by zarząd przyjrzał się jeszcze raz jej sprawie – nigdy nie dostała na nie odpowiedzi.
Zimą 2011 dzieci wypoczywały w Marianówce. Był to już piąty wyjazd w to miejsce na zimowisko i jak do tej pory nie było zastrzeżeń. Organizatorem wypoczynku był Oddział Stowarzyszenia Współpracowników Salezjańskich Wspólnota Lokalna „Lubin-Centrum”. Na zimowisko, tak jak było to od lat, pojechali wychowawcy, którzy dziećmi zajmują się na co dzień. Dyrektorce zarzucano, że uniemożliwiła wyjazd osobie mającej odpowiednie uprawnienia, która mogła sprawować kontrolę nad wypoczynkiem. Tymczasem w sądzie okazało się, że osoba ta nie pojechała z powodów osobistych. Mało tego, podczas wypoczynku nie przeprowadzono żadnej kontroli, zrobiono to po powrocie na podstawie dokumentacji. Sąd zauważył, że na podstawie dokumentów nie można stawiać było zarzutów o niewłaściwej organizacji wypoczynku, a z zeznań opiekunów i zdjęć sąd wyciągnął wnioski, że warunki wypoczynku były bardzo dobre.
Cały artykuł w najnowszym (8 bm.) numerze Tygodnika Konkrety.pl.
Fot. Dariusz Szymacha
|