|
(LUBIN) Odprawia egzorcyzmy, rozbija małżeństwa, sprzeciwia się woli Kościoła, nazywając siebie jego namiestnikiem – przywódca apostołów czasów ostatecznych twierdzi, że działa z natchnienia Boga. – To wilk w owczej skórze – alarmuje ks. prałat Wiesław Migdał, proboszcz parafii św. Maksymiliana Kolbego na lubińskim osiedlu Przylesie, do której należy heretyk, a wikariusz generalny diecezji legnickiej bp Marek Mendyk przywołuje samozwańczego proroka do porządku.
We wszystkich kościołach dekanatów lubińskiego i polkowickiego odczytano komunikat biskupa: „W związku z działalnością grupy, która sama siebie tytułuje apostołami czasów ostatecznych, której przewodzi lider zamieszkały w Lubinie, Legnicka Kuria Biskupia informuje, że działalność tej grupy nie jest w zgodzie z nauczaniem Kościoła rzymskokatolickiego. W ostatnich dniach biskup Legnicki podjął starania, aby osoba przewodząca grupie, która nazywa siebie prorokiem czasów ostatecznych, była posłuszna nauczaniu Kościoła. Mimo oficjalnego napomnienia wysiłki te nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Dlatego przestrzegamy wszystkich wiernych, aby wykazali ostrożność w kontaktach z tą grupą, by – jak uczy św. Paweł – „nie odpaść od wiary”.
Samozwańczy egzorcysta Sytuacja nie ma precedensu. W diecezji legnickiej nigdy dotąd nie było podobnego ostrzeżenia. – Zaczepił mnie schludnie ubrany około 60-letni mężczyzna – wspomina lubinianka Katarzyna W., którą usiłowano zwerbować do sekty. – Widuję go w kościele, przystępuje do komunii i przypuszczam, że to osoba głęboko wierząca. Zaprosił mnie i koleżankę na spotkanie, żeby porozmawiać o Piśmie Świętym i o Bogu. Odmówiłam. Po czasie dowiedziałam się, że ten pan rozpuszcza na mój temat dziwne plotki, że jestem opętana i że trzeba nade mną przeprowadzić egzorcyzmy.
Lider grupy dobrze znany jest w lubińskiej parafii św. Maksymiliana Kolbego. Z mediami rozmów unika. Na mszy jest prawie codziennie, zawsze przystępuje do komunii świętej. Początkowo wspólne rozmyślania nad Pismem proponował innym parafianom. W legnickiej Kurii Biskupiej sądzą, że trwa to od kilku lat, a popularność mężczyzna zdobywa z pomocą „poczty pantoflowej”. Kiedy fama o „proroku” się rozeszła, do grupy zaczęły przyłączać się kolejne osoby.
Cały artykuł w najnowszym (25 bm.) numerze Tygodnika Konkrety.pl.
|